Blog > Komentarze do wpisu

E jak Ewa (9,10)

Na dywanie poniewierały się porozrzucane rzeczy. Było to tym dziwniejsze, że należały do Ewy. Czyżby matka czegoś szukała i nie mogła znaleźć? Ale czego mogła szukać w jej szafie?
– Stało się coś? Milczenie matki zaczęło ją niepokoić. Coś musiało być nie tak, ale co?
– No, co jest? Źle się czujesz, mamo?
– Aśka odeszła. Zostawiła Jagodę i poszła sobie. – Matka popatrzyła na nią, jak by sama nie wierzyła w wypowiedziane przed chwilą słowa.
– Znowu cholerę gdzieś poniosło – Ewa stwierdziła raczej niż zapytała. – Mówiła, kiedy wróci? – Matka z politowaniem pokiwała głową.
– Oj, ty wykształcona niby jesteś, a czasami to jakaś taka nierozgarnięta! Przecież mówię, że odeszła, dociera do ciebie, czy nie? – Ewa przerwała układanie w szafkach przyniesionych ze sklepu zakupów, weszła do pokoju i przysiadła na kanapie obok matki.
– Odeszła i zostawiła Zbyszka? – spytała z niedowierzaniem. – A co on na to?
– Co on na to, co on na to?! A skąd on może wiedzieć, do tej pory nie przyszedł do domu! Jeszcze o niczym nie wie.
– A co z Jagodą? – spojrzała na dziewczynkę drzemiącą na kolanach matki. – Zostawiła dziecko? – Matka nie odezwała się od razu, zastanawiając się nad sytuacją.
– Sama nie wiem, nic nie mówiła, że ją zabierze, powiedziała, że ją jutro odwiedzi.
– Odwiedzi? No to nieźle! – Ewa zerwała się z miejsca i zaczęła układać porozrzucane na dywanie rzeczy. – Czego ona szukała w mojej szafie, co? Nie widziałaś, że grzebie w moich rzeczach?
– Powiedziała, że szuka jakiejś książki, Stachury, czy czegoś takiego. Podobno obiecałaś, że jej ją dasz czy co?
– Co!? – Krzyk ciotki obudził małą, która już mrugała oczami, nie wiedząc, co się stało. Przyjrzała jej się uważnie i wyciągnęła rączki. Ewa wzięła dziecko na ręce i przytuliła.
– Nie martw się mała, będzie dobrze, zobaczysz. Zresztą, dla ciebie i tak nic się nie zmieni. Mamo, Jagoda coś jadła? Napierska westchnęła ciężko, uderzyła dłońmi w kolana i poderwała się na równe nogi.
– Ty masz rację. Dziecko głodne, a ja siedzę jakby już nic do roboty nie było. Nachyliła się nad wnuczką i pogłaskała ją po główce.
– Moje ty śliczności. Babcia zaraz coś dobrego ugotuje maleństwu. Zaraz, szybciutko. Aha, a tej twojej książki nie znalazła i była bardzo zła. Oczywiście nie powiedziałam jej, że jakaś Stachura leży pod stolikiem przy telewizorze, ale pewnie tego nie docenisz? – Ewa zaśmiała się cicho, z radością przyjmując do wiadomości, że ulubiony tomik wierszy pozostał w domu.
– Nie jakaś Stachura, tylko jakiś, mamo. I oczywiście doceniam, że nie powiedziałaś. Dziękuję. – Matka nie odezwała się od razu, jakby namyślając się nad następnym zdaniem.
– Wiesz, czego tylko się boję? – spytała po chwili. – Jak to wszystko Zbyszek przyjmie. Jak myślisz?
Ewa zastanawiała się nad tym już od dłuższej chwili. Co na to wszystko Zbyszek? Zostawi sprawę własnemu biegowi, czy zacznie szukać Aśki? Właściwie to ma teraz jedyną, możliwe, że niepowtarzalną okazję, by skończyć z tą codzienną gehenną, ale czy zechce z niej skorzystać? Kto to wie? No i jeszcze sprawa Jagody. Czy Aśka na pewno zostawi mu dziecko? A może po jakimś czasie zechce odzyskać córkę? Co wtedy?
– Poradzi sobie, jest dorosły – odpowiedziała, kołysząc Jagodę.

(10)

Nagle tknęła ją jakaś myśl. Dokąd ta Aśka mogła pójść? Gdzie się zatrzymała? Czy jej rodzice o tym wiedzą? Czyżby pozwolili jej zająć ich mieszkanie, które odkąd wyprowadzili się do innej miejscowości, stało puste? Właściwie to o wszystkim decydowała matka Aśki. Jej ojciec od rozwodu mieszkał w innym mieście i praktycznie nie utrzymywał z nimi kontaktu.
– Mamo, a Bielska wie, że Aśka się wyprowadziła? I dokąd ona poszła? Matka wniosła do pokoju miseczkę z czekoladowym budyniem, ulubioną potrawą Jagody.
– Podobno tak. Powiedziała mi, że mama dała jej klucze do mieszkania i namawiała, żeby się do niego przeniosła, bo tutaj przeżywa istne katusze.
– Tak powiedziała? – Ewa zastanowiła się przez chwilę.– Jakoś nie chce mi się w to wierzyć, żeby Bielska tak powiedziała. To taka konkretna kobieta. I zna Aśkę na wylot. Pamiętasz, jak nam powiedziała przy niej, że to zły człowiek i współczuje jej dzieciom? – Napierska zamyśliła się przez chwilę.
– Może masz rację, ale wiesz, to jednak jej matka. A matka zawsze staje po stronie dzieci. Przynajmniej ja bym stanęła, zawsze, bez względu na to, kto zawinił. Może i ona…? Czemu tego Zbyszka tak długo nie ma? Czy to nie dziwne? – Nieobecność brata rzeczywiście dziwnie jakoś się przedłużała. Żeby tylko nie stało się nic złego, a ze wszystkim sobie jakoś poradzą. Mało to razy byli w dołku? Czasami kłopoty przyklejały się do nich jak brud do boków krowy, ale i tak sobie radzili. I tym razem będzie tak samo. Inaczej być nie może. Żeby tylko Zbyszek wrócił i żeby Jagody nie zabrała, a wszystko się ułoży, wszystko. Przecież ona, Krystyna, jest jeszcze młoda, całkiem niedawno skończyła pięćdziesiątkę, da radę wychować wnuczkę i to z łatwością. No i jest Ewa, na którą można liczyć zawsze i wszędzie. Uśmiechnęła się na myśl o córce. Od dziecka taka odpowiedzialna i dorosła, ale czy ona kiedyś była dzieckiem? Chyba przez bardzo krótką chwilę, nawet Zbyszek już jako dzieciak wiedział, że Ewa potrafi rozwiązać prawie każdy problem. Była dla niego prawdziwym autorytetem i tak zostało do dziś; chociaż się ciągle kłócą, a brat daje jej się nieźle we znaki, nigdy nie opuściła go w biedzie. Prawdziwa babcia Ala, nie ma co. I to nie tylko z charakteru, jej twarz, figura, włosy… Krystyna spróbowała przypomnieć sobie twarz swojej matki. Ta to miała charakter, od jak dawna jej już z nimi nie było? Zawsze pogodna, wesoła, potrafiła się pogodzić z różnymi przeciwnościami losu. Nawet wtedy, gdy lekarz stwierdził, że nie ma już dla niej ratunku, do końca się nie poddawała, bo „ trzeba wierzyć w cuda”, mawiała. Dla niej wszystko było cudem, nawet każda, najzwyklejsza rzecz pod słońcem. A one, jej córki, Krystyna i jej dwie siostry tak bardzo się od niej różniły, zamartwiając się byle drobiazgiem. No, może Zosia, ta z Wrocławia, trochę ją przypominała. Zawsze wesoła i skora do żartów, a przy tym jakże męcząca. Jedną cechą tak naprawdę imponowała Krystynie – też nigdy się nie poddawała. Uparta jak ich matka! Legendy o uporze tej ostatniej krążyły w rodzinie od dawna. I ta dziwna historia z jej pierwszym narzeczonym. Krystyna zastanowiła się, czemu właściwie nigdy do końca nie opowiedziała o niej Ewie, która historię pierwszej miłości babki znała tylko we fragmentach, w dodatku podsłuchanych. Krystyna nigdy nie chciała na ten temat mówić. Zdenerwowała się, gdy Ewa poprosiła o wyjaśnienie, dlaczego ciotka Hanka na jednej z rodzinnych imprez poddała w wątpliwość przynależność Krystyny do rodziny, „ bo tak naprawdę nie wiadomo, czy jesteś córką naszego ojca”, powiedziała wtedy. Ewa wiedziała tylko, że babcia jeszcze tam, w Grodnie, przed poznaniem dziadka miała jakiegoś narzeczonego, chyba Niemca, którego bardzo kochała. Nie akceptowali go jednak jej rodzice, więc kiedy dziadek Janusz poprosił ją o rękę, zgodzili się, nie pytając jej o zdanie. Ślub odbył się prędko, prawie w przededniu wojny, a potem urodziła się ciotka Hanka. Podobno na początku matka spotykała się jeszcze ze swym narzeczonym, ale czy to prawda?



piątek, 09 września 2016, b.jak.bazylia

Polecane wpisy

Komentarze
2016/09/09 17:22:11
Czekam na dalszy ciąg :)
Pozdrawiam