Blog > Komentarze do wpisu

E jak Ewa (22, 23)

– A niech się ciocia odczepi, dobrze? A skoro tak ciocia się Jędrzejową ciotką boi zostać, to mam nadzieję, że tym razem obejdzie się bez zapraszania go do nas i robieniu planów na temat naszego ślubu! Pamiętam, jak to rok temu było. Już ciocia z nim nawet ustaliła, w jakiej sukni pójdę i ilu gości zaprosić trzeba. Ciocia sobie potem wróciła do siebie, a ja tu zostałam! – krzyknęła. Już miała wyjść z pokoju, trzasnąwszy uprzednio donośnie drzwiami, ale pomyślała, że ciotka z matką byłyby bardzo usatysfakcjonowane tą rejteradą, więc postanowiła nie dać się wyprowadzić z równowagi bardziej niż to będzie konieczne. Ciotka zakrztusiła się ze śmiechu. Spojrzała na nią uważnie. Jasne oczy siostrzenicy przypominały teraz szparki, a usta tworzyły wąziutką kreskę.
– Krystyna, popatrz tylko, czysta babcia Ala, Jezus Maria! – krzyknęła. – Czego się wściekasz? Kto chce cię do czego zmuszać? Ja? To twoja matka ma takie ambicje, nie ja. Nie ty tu jesteś najważniejsza. A swoją drogą ten sąsiad to chyba durny jaki, co? Mało to młodych dziewczyn pod nosem, żeby za trzydziestoletnią babę się brać? Naczytała się książek i myśli, że życie to książka, pewnie romans jaki. A w życiu tak nie ma. O, widzisz, co się dzieje. Na Zbyszka zobacz. Nie wydziwiaj lepiej i bierz sąsiada jak leci. Nie podoba się? Może nogę ma krótszą albo lekki zezik? Wybrzydzać mogłaś lata temu, no i wybrzydzałaś. Jeszcze jak! Wszystkich chłopaków popędziłaś. Damiana, potem tego naszego Mirka. A do Stasia, co ci list przysłał, to nawet nie odpisałaś. Wiesz, jak ja się przez ciebie wstydziłam?
– To po co mi ciocia ciągle kogoś swata? To nie osiemnasty wiek, do cholery! I ten Stasiu jakiś niewydarzony. Chce ciocia zobaczyć, jakie mi zdjęcie przysłał? Że już o błędach nie wspomnę. Niech mi ciocia nikogo nie swata, to i wstydzić się nie będzie.
– A co, to źle, że chcę pomóc mojej ulubionej siostrzenicy? – zaperzyła się ciotka. – Zapamiętaj sobie, w naszej rodzinie każda kobieta wychodziła jak dotąd za mąż i to bardzo młodo i ty nie będziesz tego na siłę zmieniać. Jak byś się w naukowca nie bawiła, to kto wie, może już byś i swoje dzieci miała. Też mi wymyśliła! Studia, wielkie mi rzeczy. Od tej nauki tylko włosy masz słabsze, a swoja drogą, że też musiałaś odziedziczyć po babci najgorsze cechy! A co ci się w Stasiu nie podobało? Chłopak swojski, zdrowy, dorodny. Taki to i do pitki i do wybitki, czy jakoś tak, nie wiem jak to było.
– Do jakiej pitki? Co ciocia tu znowu wymyśla? Swojski to ser może być albo chleb, a nie chłopak. Swojski, też wymyśliła! – Ewa zdenerwowała się na dobre. – Srebrny ząb na fotografii połyskuje, za latarnię mógłby służyć, no pewnie że swojski chłop. „Przepraszam za błendy”– napisał. „Błendy”? Do polonistki? I po co mi ciocia tego Staszka wyszukała, co? I po kiego grzyba? Zosia przykucnęła zgięta nagłym atakiem śmiechu.
– Patrzcie państwo – śmiała się – srebrny ząb jej się nie podoba. Głupia jakaś! Przynajmniej zęby ma, no i co z tego, że srebrne? Takie trwalsze. Jędrzej w ogóle zębów niedługo miał nie będzie i też babę sobie znalazł, a tobie srebrny ząb przeszkadza? I co z tego, że ortografii się nie zna? Z ortografią się do łóżka nie położysz, dziwaczko. Szkoły pokończyła i teraz ludzi nauczać będzie. Te szkoły to ci kiedyś bokiem wyjdą, jak bez chłopa na starość zostaniesz. I po co ci one były?

(23)

– Zofia, daj jej spokój – matka ofuknęła siostrę. – Głupstwa gadasz, jak szkoła może jej szkodzić? Myślałam, że pomożesz, a ty… – zaczęła z wyrzutem.
– A jednak! – Ewa krzyknęła z radością.– Nie myliłam się. Mama wezwała ciotkę na pomoc!
– Ciotkę? Mówisz teraz do mnie ciotka? To już na ciocię nie zasługuję? O, tego się po tobie nie spodziewałam! – Zofia z impetem wyszła z pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi łazienki. Ewa, zgnębiona, postanowiła zostawić ją w spokoju, mając nadzieję, że później znajdzie okazję na wyrażenie skruchy. Zastanawiała się tylko czy reakcja ciotki jest prawdziwa, czy aby nie jest to tylko jeszcze jeden chwyt strategiczny, z których ciotka w rodzinie słynęła. Do końca dnia schodziła jej z drogi, co nie było łatwe, wziąwszy pod uwagę, że mieszkanie składało się z dwóch pokoi. Na szczęście siostry, pochłonięte rozmową, nadrabiały zaległości długich miesięcy niewidzenia się, więc miała trochę czasu dla siebie.
– Przestań się zamartwiać. – Zosia usiłowała pocieszyć siostrę, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że jej argumenty nie mają silnej podstawy. – No sama pomyśl, czy ty masz jeszcze siły, by wychowywać małe dziecko? Aśka na pewno pozwoli odwiedzać małą, zresztą, kto wie, najprawdopodobniej i tak wam ją zostawi, bo co z nią zrobi?
– To po co cały ten cyrk? Po co to ciąganie po sądach?
– Pewnie chce się uwolnić od Zbyszka urzędowo. Chce odzyskać wolność. A może ma kogoś innego? A kto to zresztą wie? Ale po co się zamartwiać i zdrowie tracić? Mało to miałaś kłopotów w swoim życiu, żeby teraz za dzieci się martwić? One już dorosłe, matki nie potrzebują. Zajmij się sobą. Należy ci się po tych wszystkich latach. A Zbyszkowi? Nie należy się wolność? Kto wie, do czego taka jak ona jest zdolna. Jeszcze długów narobi, kredytów nabierze i kto będzie za cholerę spłacał? Do kogo komornik zapuka? Do was, sama wiesz, jak to jest, ona nigdzie nie robi, są małżeństwem, niech mąż spłaca. Pomyślałaś o tym? Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie zamartwiaj się na zapas, nie warto. – Krystyna popatrzyła na siostrę. Było w tym trochę racji, ale jak oderwać się od problemów, które rosną pod samym nosem? Może i powinna zająć się sobą, ale czy po to człowiek żyje, zakłada rodzinę, rodzi i wychowuje dzieci, by zajmować się sobą, gdy one są w potrzebie? Przypomniała sobie swoje własne życie. Nie należało do udanych co prawda. Ale niczego nie żałowała. Bo i czego żałować, że ma dwoje dzieci, które są jej całym światem? A teraz to już nie dwoje, a troje. Gdyby nie jej wcześniejsza decyzja o wspólnym życiu z Jankiem, nie byłoby ich teraz i czego tu żałować? Gdy poznała Janka, ojca Ewy i Zbyszka, była jeszcze bardzo młoda. Matka nie chciała dopuścić, by spotykała się z chłopakiem, o którym nikt nic nie wiedział. Bo kto mógł cokolwiek wiedzieć o żołnierzu pochodzącym z odległych o kilkaset kilometrów stron? Jednak jej matka, wiedziona jakimś przeczuciem, przeszkadzała córce jak mogła. Potem zawsze mówiła, że gdy tylko go zobaczyła, już wiedziała, że nic dobrego z tego związku wyjść nie mogło, bo Jankowi z oczu źle patrzyło. Krystyna nigdy nie zauważyła w jego oczach nic złego, ale ich małżeństwo do szczęśliwych nie należało. Gdy Krystyna na całego szykowała się do ślubu z Jankiem, okazało się, że o żadnym ślubie nie może być mowy, bo jest on już po prostu żonaty! Matka triumfowała, mając nadzieję, że teraz znienawidzony fagas, jak go nazywała, zniknie z życia jej córki. Cieszyła się niezbyt długo. Krystyna otrząsnęła się z bólu i… zniknęła! Uciekła z domu ze znienawidzonym fagasem. Dla matki to był prawdziwy cios, postanowiła nigdy więcej nie odezwać się do marnotrawnej córki. To milczenie z jednej i drugiej strony trwało całe dwa lata! Aż wreszcie skruszona Krystyna stanęła na progu rodzinnego domu.



niedziela, 18 września 2016, b.jak.bazylia

Polecane wpisy